RODRICK
Rodrick
jeszcze długo nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok patrząc się
to w sufit, to we wielki plakat Matta Tucka na drzwiach znajdujących
się na przeciwległej ścianie. W końcu wstał i po cichu przekradł się do
salonu. Tam z poplamionego stolika do kawy wziął papierosy i zapaliczkę,
po czym znów wrócił do pokoju. Doświadczenie nauczyło go, żeby nie
zamykać drzwi, ponieważ nigdy nie wiedział, co mogło się zdarzyć.
Otworzył
okno na oścież, usiadł na parapecie i zapalił. Przytrzymał chwilę dym,
po czym wypuścił go ze świstem. Na ulicy nie było żywego ducha, co jakiś
czas jedynie przejeżdżało auto. Okolica była niezbadana i wyraźnie
biedna.
Miał
nadzieję, że wszystko się odmieni po przeprowadzce, że matka przestanie
pić, a on sam zacznie prowadzić normalne życie, jak większość
nastolatków. Niestety, rzeczywistość nieco różniła się od jego wyobrażeń
na ten temat. Jeżeli tak dalej pójdzie, to sam będzie musiał poszukać
jakieś pracy po lekcjach. Została mu jedna klasa liceum, wtedy zarobi na
motor i ucieknie gdzieś w głąb kraju. Łudził się, że tam będzie mu
lepiej.
A co z matką?
Zaciągnął
się, po czym zgasił niedopalonego papierosa i wyrzucił go na chodnik.
Uśmiechnął się kwaśno pod nosem, po czym wybiegł z pokoju wracając z
niedopitymi butelkami. Zamachnął się z całej siły, po czym głuchy trzask
szkła przed domem zbudził sąsiada. Szybko zatrzasnął okno i ułożył się
na łóżku.
Tak nie może być. Od jutra wszystko się zmieni. On sam się o to postara.
–
Rodrick! – krzyk odbił się echem od ścian i momentalnie postawił go na
nogi. Kiedy stanął w drzwiach pokoju, wyniszczona i wyraźnie zmęczona
kobieta już tam stała. – Rodrick, gdzie one są?
Spojrzał się na nią z pogardą. Aż się wzdrygnęła.
– Gdzie jest… co?
Złapała
go za przeguby dłoni i szarpnęła z całej siły. Czuł, jak paznokcie
wbijają mu się w nadgarstki. Mimo to, była tak drobna, że szarpnięcie
nic mu nie zrobiło.
– Ja muszę. Ty nic nie rozumiesz! – krzyknęła, zanosząc się szlochem.
Puściła go i próbowała przepchnąć się w drzwiach, ale chłopak ani
drgnął. Spróbowała jeszcze raz, ale podobny efekt osiągnęłaby pchając
głaz. Nawet na jego twarzy nie było widać żadnych emocji.
– Daj mi pieniądze. Błagam, tylko dychę.
Prychnął.
– Nie mamy pieniędzy, rozumiesz?! Nie mamy, bo wszystko przepiłaś!
Spojrzała się na niego niewidzącymi oczami, po czym znów zalała się łzami.
– Nieprawda. Kłamiesz.
Odepchnął
ją od siebie odwracając się na pięcie. Trzasnął drzwiami pokoju, po
czym chwycił za telefon. Mimo, że dawno nie wykręcał tego numeru, nie
mógł go zapomnieć. Przyłożył słuchawkę do ucha i czuł, jak serce
podchodzi mu do gardła.
Jeden sygnał.
Miał
wrażenie, że trwa całą wieczność. Matt z drzwi uparcie patrzył na niego
uśmiechając się zawadiacko. Jakby chciał powiedzieć „a nie mówiłem, że
prędzej czy później do zrobisz?”.
Drugi sygnał.
Z
każdą sekundą coraz bardziej wydawało mu się, że to wszystko bez sensu.
Jeżeli niczego to nie zmieni, przynajmniej będzie miał poczucie, że
próbował, a nie zostawił tego tak, jak jest.
Trzeci sygnał.
– Halo? – odezwał się męski głos w słuchawce.
– Cześć… tato.
Kiedy
ktoś zapukał do drzwi, znalazł się przy nich z prędkością światła
wyprzedzając matkę. Ojciec byłby tak szybko? Dzwonił może pół godziny
temu. Zwlekając chwilę, naparł na drzwi, które tradycyjnie ustąpiły po
użyciu siły. Kiedy zobaczył za nimi siostrę Oscara, przez chwilę już
myślał, że trzaśnie drzwiami i ucieknie do pokoju. Ona tutaj? Kiedy
złapał się na tym, że na moment przestał oddychać, westchnął i obejrzał
się przez ramię. Mama stała tuż za nim opatulając się znoszonym
szlafrokiem.
– Kto to, Roddie?
Zignorował ją i wyszedł przed dom. Po chwili dopiero zauważył Oscara; skinął na niego, co Oskie odebrał jako dobry znak.
– Nie zaproszę was do środka. Czego chcecie?
–
Ja tylko – zaczęła Rosie po czym urwała. Przez chwilę walczyła z sobą i
własnymi myślami i zaczęła jeszcze raz. – Chciałam przepro…
Przerwał jej.
– Przeprosiny przyjęte. Spieprzajcie.
Uniósł brew widząc jej zdziwiony wzrok. Nie wyraził się dosyć jasno?
– Rod, próbuję dojść do porozumienia.
Westchnął, po czym przyłożył dłoń do skroni.
– Przecież się porozumieliśmy, tak? Wracajcie do domu, nie macie tu czego szukać.
Zrezygnowana
Rosie i jeszcze bardziej zrezygnowany Oscar już mieli pakować się do
auta, kiedy w ostatniej chwili zatrzymał ich głos Rodricka.
– Wpadnę wieczorem.
Uśmiech
Oscara i ulga na twarzy Rosie były nie do opisania. Rod odwrócił się na
pięcie i napierając na drzwi wrócił do rzeczywistości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz