piątek, 24 maja 2013

5.

RODRICK






Rodrick jeszcze długo nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok patrząc się to w sufit, to we wielki plakat Matta Tucka na drzwiach znajdujących się na przeciwległej ścianie. W końcu wstał i po cichu przekradł się do salonu. Tam z poplamionego stolika do kawy wziął papierosy i zapaliczkę, po czym znów wrócił do pokoju. Doświadczenie nauczyło go, żeby nie zamykać drzwi, ponieważ nigdy nie wiedział, co mogło się zdarzyć.
Otworzył okno na oścież, usiadł na parapecie i zapalił. Przytrzymał chwilę dym, po czym wypuścił go ze świstem. Na ulicy nie było żywego ducha, co jakiś czas jedynie przejeżdżało auto. Okolica była niezbadana i wyraźnie biedna.
Miał nadzieję, że wszystko się odmieni po przeprowadzce, że matka przestanie pić, a on sam zacznie prowadzić normalne życie, jak większość nastolatków. Niestety, rzeczywistość nieco różniła się od jego wyobrażeń na ten temat. Jeżeli tak dalej pójdzie, to sam będzie musiał poszukać jakieś pracy po lekcjach. Została mu jedna klasa liceum, wtedy zarobi na motor i ucieknie gdzieś w głąb kraju. Łudził się, że tam będzie mu lepiej.
A co z matką?
Zaciągnął się, po czym zgasił niedopalonego papierosa i wyrzucił go na chodnik. Uśmiechnął się kwaśno pod nosem, po czym wybiegł z pokoju wracając z niedopitymi butelkami. Zamachnął się z całej siły, po czym głuchy trzask szkła przed domem zbudził sąsiada. Szybko zatrzasnął okno i ułożył się na łóżku.
Tak nie może być. Od jutra wszystko się zmieni. On sam się o to postara.



– Rodrick! – krzyk odbił się echem od ścian i momentalnie postawił go na nogi. Kiedy stanął w drzwiach pokoju, wyniszczona i wyraźnie zmęczona kobieta już tam stała. – Rodrick, gdzie one są?
Spojrzał się na nią z pogardą. Aż się wzdrygnęła.
– Gdzie jest… co?
Złapała go za przeguby dłoni i szarpnęła z całej siły. Czuł, jak paznokcie wbijają mu się w nadgarstki. Mimo to, była tak drobna, że szarpnięcie nic mu nie zrobiło.
­ – Ja muszę. Ty nic nie rozumiesz! – krzyknęła, zanosząc się szlochem. Puściła go i próbowała przepchnąć się w drzwiach, ale chłopak ani drgnął. Spróbowała jeszcze raz, ale podobny efekt osiągnęłaby pchając głaz. Nawet na jego twarzy nie było widać żadnych emocji.
– Daj mi pieniądze. Błagam, tylko dychę.
Prychnął.
– Nie mamy pieniędzy, rozumiesz?! Nie mamy, bo wszystko przepiłaś!
Spojrzała się na niego niewidzącymi oczami, po czym znów zalała się łzami.
– Nieprawda. Kłamiesz.
Odepchnął ją od siebie odwracając się na pięcie. Trzasnął drzwiami pokoju, po czym chwycił za telefon. Mimo, że dawno nie wykręcał tego numeru, nie mógł go zapomnieć. Przyłożył słuchawkę do ucha i czuł, jak serce podchodzi mu do gardła.
Jeden sygnał.
Miał wrażenie, że trwa całą wieczność. Matt z drzwi uparcie patrzył na niego uśmiechając się zawadiacko. Jakby chciał powiedzieć „a nie mówiłem, że prędzej czy później do zrobisz?”.
Drugi sygnał.
Z każdą sekundą coraz bardziej wydawało mu się, że to wszystko bez sensu. Jeżeli niczego to nie zmieni, przynajmniej będzie miał poczucie, że próbował, a nie zostawił tego tak, jak jest.
Trzeci sygnał.
– Halo? – odezwał się męski głos w słuchawce.
– Cześć… tato.



Kiedy ktoś zapukał do drzwi, znalazł się przy nich z prędkością światła wyprzedzając matkę. Ojciec byłby tak szybko? Dzwonił może pół godziny temu. Zwlekając chwilę, naparł na drzwi, które tradycyjnie ustąpiły po użyciu siły. Kiedy zobaczył za nimi siostrę Oscara, przez chwilę już myślał, że trzaśnie drzwiami i ucieknie do pokoju. Ona tutaj? Kiedy złapał się na tym, że na moment przestał oddychać, westchnął i obejrzał się przez ramię. Mama stała tuż za nim opatulając się znoszonym szlafrokiem.
– Kto to, Roddie?
Zignorował ją i wyszedł przed dom. Po chwili dopiero zauważył Oscara; skinął na niego, co Oskie odebrał jako dobry znak.
– Nie zaproszę was do środka. Czego chcecie?
– Ja tylko – zaczęła Rosie po czym urwała. Przez chwilę walczyła z sobą i własnymi myślami i zaczęła jeszcze raz. – Chciałam przepro…
Przerwał jej.
– Przeprosiny przyjęte. Spieprzajcie.
Uniósł brew widząc jej zdziwiony wzrok. Nie wyraził się dosyć jasno?
– Rod, próbuję dojść do porozumienia.
Westchnął, po czym przyłożył dłoń do skroni.
– Przecież się porozumieliśmy, tak? Wracajcie do domu, nie macie tu czego szukać.
Zrezygnowana Rosie i jeszcze bardziej zrezygnowany Oscar już mieli pakować się do auta, kiedy w ostatniej chwili zatrzymał ich głos Rodricka.
– Wpadnę wieczorem.
Uśmiech Oscara i ulga na twarzy Rosie były nie do opisania. Rod odwrócił się na pięcie i napierając na drzwi wrócił do rzeczywistości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz