RODRICK
Z
wielkich, czarnych słuchawek leciała głośno ostra muzyka. Ciemne,
opadające gładko na oczy i ramiona włosy chowały twarz, która nie
zdradzała żadnych emocji. Wysoki osobnik szedł, chowając obie dłonie w
kieszenie. Z koszulki uśmiechał się zadziornie lekko sprany Oliver Sykes
wraz z zespołem, a z czarnych, podartych rurek zwisał mozolnie ciężki,
stalowy łańcuch. Mijał ludzi obojętnie, jednak oczami, schowanymi za
lustrzanymi pilotkami, uważnie lustrował każdego mijanego przechodnia.
Lubił przyglądać się ludziom, potajemnie każdemu z nich dorabiał
życiorys. Każdy posiadał inny, równie mroczny i tajemniczy, co aura,
jaką rozsiewał wokół siebie.
Głośny
stukot glanów na chwilę ucichł. Zatrzymał się na pasach. Wcisnął
przycisk zmieniający światła, po czym pierwszy raz rozejrzał się
dookoła. Spojrzał się w prawo, potem w lewo, po czym lekko przechylił
głowę w bok, jakby nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Ściągnął okulary
z nosa i podszedł bliżej, ignorując zielone światło. Zrobił kilka
kroków w stronę pobliskiej tablicy informacyjnej, po czym zerwał kartkę w
kratkę zapisaną niedbałym, pismem, które bardziej przypominało kulfony,
niż litery. Przeczytał kilka razy, zapamiętał adres, po czym odwiesił
kartkę na miejsce i puścił się biegiem w stronę pasów, na których już
mrugało światło.
Dom
był ogromny, ale nie przesadnie urządzony. Skromny ogródek zarastało
jedynie kilka krzaczków, a podjazd stanowiła ubita ziemia. Mocno
zacisnął obie, chude dłonie na wojskowej torbie, aż zbielały mu kłykcie.
Zazwyczaj się nie denerwował, jednak teraz czuł niepokój, którego
źródła nie potrafił określić. Nacisnął przycisk dzwonka, po czym
rozejrzał się po wejściu. Skromne, dwuskrzydłowe drzwi aż błagały się o
odmalowanie, a z wycieraczki starł się już napis Welcome!
Chwilę
później otworzyły się drzwi, a w nich stanęła stara, poczciwa
kobiecinka, która wyglądała, jakby przetrwała od paleozoiku.
Odchrząknął.
- Dzień dobry – zaczął niskim, dźwięcznym głosem.
-
Dzień dobry, złociutki. – Czuć było strach w głosie kobiety. Wcale się
nie zdziwił, wręcz przeciwnie, był zaskoczony, że zareagowała tak
spokojnie. Żadnych staruszek w autobusie bijących cię po głowie
parasolką. Żegnaj, Nowy Jorku!
-
Ja… – zaczął, choć nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Potarł kark
chcąc dodać sobie odwagi. – Widziałem ogłoszenie, ale chyba pomyliłem
adresy.
Uśmiechnął się przepraszająco i już miał się odwrócić na pięcie, kiedy zatrzymał go męski głos.
- Ty pewnie do zespołu, co?
Spadł z niego niewidzialny ciężar. Nie pomylił adresu. Spojrzał przez ramię i skinął głową.
- Awesome. Na czym grasz?
Odwrócił
się, sięgnął do torby i wyjął parę poniszczonych pałeczek z autografem
CC. Chłopakowi w drzwiach momentalnie rozszerzyły się źrenice.
Uśmiechnął się z podziwem i podał mu dłoń.
- Oscar.
- Rodrick – powiedział już nieco pewniej wyginając usta w uśmiech.
Mieszkanie
w środku było umeblowane równie skromnie, co reszta domu. Nie czuć było
biedy, jednak przepych nie bił po oczach. Rodrick czuł się tu
bezpiecznie, jakby w tym domu nie działo się nic złego. Zatrzymał się na
moment.
- Muszę do łazienki.
Oscar spojrzał się na niego i wskazał drzwi po prawej stronie schodów.
- Będę w piwnicy. Łazienka jest na piętrze, ostatnie drzwi na lewo.
Ro skinął głową po czym poczekał, aż chłopak zniknął za drzwiami i prawie wleciał na górę.
Teraz
zaczyna panikować? On, człowiek, który ma wszystko gdzieś? Ale z
drugiej strony, zawsze o tym marzył. To dla niego życiowa szansa.
Wchodząc po schodach oddychał głęboko i powoli, ważąc każdy oddech i
każdą myśl. Wszystkie drzwi na piętrze wyglądały identycznie, toteż
szybko stracił orientację w terenie. Zdezorientowany chwycił za klamkę
środkowych i pchnął.
Uderzył
go kwiatowy zapach, po oczach biły pastelowe kolory. Cały pokój zdawał
się być przygotowany po to, żeby uspokajać. W niczym nie przypomniał
jego nory zawalonej kartonami, których jeszcze nie rozpakował, z
pojedynczą, zapadłą pryczą i ogromnym plakatem Matta Tucka na drzwiach.
Tutaj na ścianach królowały kwiaty, pejzaże i zdjęcia roześmianych
nastolatek, łóżko było ogromne, podwójne i idealnie zasłane. Naprzeciwko
niego stał skromny regał pełen książek, a obok niego biurko. Ciasny,
ale przytulny kącik. Już chciał się odwrócić i wyjść, kiedy zdał sobie
sprawę, że nie jest sam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz