piątek, 24 maja 2013

3.

RODRICK



Kładąc ją na skórzanej, nieco startej kanapie, przyglądał się jej bacznie, jakby na twarzy mogła mieć wypisany powód utraty przytomności. Niestety – twarz zawzięcie milczała, lekko rozchylone wargi nie poruszały się, a szczelnie zamknięte powieki nawet nie drgnęły. Kanapa cicho zaskrzypiała pod jej ciężarem. Odgarnął długie, jasne włosy z jej twarzy…
…kiedy nagle trzasnęły drzwi. Te same, którymi Oscar ulotnił się do piwnicy.
- Coś ty jej zrobił?! – warknął gotowy rzucić się na niego, gdyby tylko wykonał jeden ruch.
Rodrick podniósł obie dłonie w geście obrony i powoli, jednak pewnie odsunął się na bezpieczną odległość. Oscar miotał spojrzeniami pioruny w jego stronę. W porządku, Rod wyglądał, jak wyglądał, ale w gruncie rzeczy muchy by nie skrzywdził.
- To nie…
- Nie tłumacz się – przerwał mu O. – Jeżeli dowiem się, że to ty, wniosę oskarżenie.
- Uspokój się. – Rodrick dość teatralnie przewrócił oczami. Czuł, jak wściekłość bezpodstawnych oskarżeń uderza go jak fala. Nieprzyjemne gorąco rozeszło się po kręgosłupie. Zaciskał, to luzował pięści. W takich sytuacjach często tracił panowanie nad sobą, jednak nigdy nie pozwolił, żeby emocje znalazły ujście w przemocy. Częściej w autoagresji. – Nic bym jej nie zrobił. Ciesz się, że w ogóle ją znalazłem.
Oscar nie dawał za wygraną. Mroził chłopaka spojrzeniem, jakby chcąc go nim przygwoździć z dala od siebie i siostry. Chwilę później spojrzenie stopniało, ukazując zatroskaną twarz starszego brata. Bąknął coś, co zabrzmiało jak dzięki. Rod poinformował go dość oficjalnie, że wezwał karetkę i że powinna być tu za kilka minut, po czym podniósł się z klęczek, na których siedział na tyle długo, że ścierpły mu nogi. Wyciągnął się po czym ruszył w stronę wyjścia. Na jego nieszczęście, po drodze natknął się na staruszkę, która otworzyła mu drzwi.
- Co to za zamieszanie? – spytała spoglądając najpierw na długowłosego Rodricka, potem uważnie przyglądając się Oscarowi. Na koniec spojrzała na kanapę, gdzie bezwładnie leżała jej wnuczka oddychając ciężko i aż zasłoniła usta pomarszczonymi dłońmi. W przerażonych, morskich tęczówkach Rod zauważył zmęczenie. Zdecydowanie, cała sytuacja zwaliła się na głowę kobiety.
- Znowu – sapnęła kobiecina, czym zadziwiła gościa.
- Nic jej nie będzie – powiedział, jakby te słowa mogły ją uspokoić.
- Wiem.
Wiem? Chłopak nic nie rozumiał. Przed chwilą naskoczył na niego Oscar grożąc mu sądem, a ta kobieta mimo zdenerwowania sytuacją, zachowała zimną krew. Nie zostało mu więc nic innego, jak usunąć się z linii ognia.




Zamek w małym mieszkanku nie chciał ustąpić. Wcale go to nie zdziwiło. Odkąd się tu sprowadzili, nic nie działało tak, jak powinno. Zaparł się ramieniem w ciemnobrązowe drewno, po czym naparł z całej siły. Kiedy to nie pomogło, powtórzył czynność kilka razy, aż w końcu drzwi obiły się z łoskotem o ścianę. Pachniało papierosami i alkoholem. Po podłodze walały się ubrania, popielniczki i fajki. Odłożył torbę na szafkę w przedpokoju, po czym zebrał ciuchy z podłogi przewieszając je sobie przez ramię. Kopnął plastikowe pudełko po obiedzie z restauracji naprzeciwko, po czym wszedł do salonu.
- Mamo? Wróciłem.
Odpowiedziała mu cisza. Wrzucił ciuchy do koszyka na pranie za drzwiami, po czym otworzył okno, żeby papierosowy dym wywietrzał. Wyłączył telewizor, w którym leciała kolejna powtórka Przyjaciół, po czym zabrał butelki ze stolika i wyrzucił do śmietnika.
„Serce jej popękało w Paryżu nad Sekwaną.”
Kobieta, która spała na kanapie miała nie więcej, niż czterdzieści lat. Mimo to wyglądała dużo starzej. Miała głębokie bruzdy na czole i w okolicach ust. Była chuda, miała długie, potargane, ciemne włosy i do złudzenia przypomniała swojego jedynego syna.
Rodrick czuł niewysłowiony smutek za każdym razem, kiedy widział ją w takim stanie.
„Uciekła z niej miłość i zgubiła się radość.”
A wszystko zaczęło się, kiedy odkryła, że ojciec Rodricka oprócz niej, ma inną kobietę. Był miłością jej życia, światełkiem w tunelu, radością w nudnej codzienności. Karmił ją złudzeniami, obiecywał wyśnione życie u swojego boku. Był facetem idealnym.
„W za ciasnej łazience zmywa wino z ubrania.”
Budowali dom, mieli dobrze płatne prace, na świat przyszedł Rodrick, oczko w głowie mamusi. Wszystko było idealnie zaplanowane. Mieli się zestarzeć u swojego boku, mieć jeszcze dwójkę dzieci. A wszystko się sypnęło jak domek z kart.
„Oczy ma popękane, znów piła do rana.”
Zaczęła pić, straciła pracę i musieli wyjechać. Rodrick wolał zostać z mamą, czuł obowiązek pomocy jej.  Poza tym, pilnował, żeby skromny zasiłek dla bezrobotnych i alimenty nie szły jedynie na alkohol. Sprzątał, gotował, uczył się i czasem dorabiał. A teraz chciał mieć trochę szczęścia, dołączyć do zespołu, a tymczasem został bezpodstawnie oskarżony o napaść na biedną dziewczynę.
Westchnął i wziął mamę na ręce. Przetarła zmęczone oczy i spojrzała się na niego niewidzącym wzrokiem.
- Kim jesteś?
Zaniósł ją prosto do sypialni, ułożył na łóżku i przykrył kołdrą.
- Cichym Aniołem Stróżem – szepnął i cmoknął ją w policzek, po czym wyszedł i cicho zamknął drzwi.



„Serce jej popękało nocą na autostradzie.
Kiedyś śmiała się częściej, dziś uśmiecha się rzadziej.
Usta krwawoczerwone, a policzki ma blade
I chociaż nie powinna, to wygląda już starzej.”




* Cytaty pochodzą z piosenki „Serce w Paryżu” zespołu Koniec Świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz