RODRICK
Kładąc
ją na skórzanej, nieco startej kanapie, przyglądał się jej bacznie,
jakby na twarzy mogła mieć wypisany powód utraty przytomności. Niestety –
twarz zawzięcie milczała, lekko rozchylone wargi nie poruszały się, a
szczelnie zamknięte powieki nawet nie drgnęły. Kanapa cicho zaskrzypiała
pod jej ciężarem. Odgarnął długie, jasne włosy z jej twarzy…
…kiedy nagle trzasnęły drzwi. Te same, którymi Oscar ulotnił się do piwnicy.
- Coś ty jej zrobił?! – warknął gotowy rzucić się na niego, gdyby tylko wykonał jeden ruch.
Rodrick
podniósł obie dłonie w geście obrony i powoli, jednak pewnie odsunął
się na bezpieczną odległość. Oscar miotał spojrzeniami pioruny w jego
stronę. W porządku, Rod wyglądał, jak wyglądał, ale w gruncie rzeczy
muchy by nie skrzywdził.
- To nie…
- Nie tłumacz się – przerwał mu O. – Jeżeli dowiem się, że to ty, wniosę oskarżenie.
-
Uspokój się. – Rodrick dość teatralnie przewrócił oczami. Czuł, jak
wściekłość bezpodstawnych oskarżeń uderza go jak fala. Nieprzyjemne
gorąco rozeszło się po kręgosłupie. Zaciskał, to luzował pięści. W
takich sytuacjach często tracił panowanie nad sobą, jednak nigdy nie
pozwolił, żeby emocje znalazły ujście w przemocy. Częściej w
autoagresji. – Nic bym jej nie zrobił. Ciesz się, że w ogóle ją
znalazłem.
Oscar
nie dawał za wygraną. Mroził chłopaka spojrzeniem, jakby chcąc go nim
przygwoździć z dala od siebie i siostry. Chwilę później spojrzenie
stopniało, ukazując zatroskaną twarz starszego brata. Bąknął coś, co
zabrzmiało jak dzięki. Rod
poinformował go dość oficjalnie, że wezwał karetkę i że powinna być tu
za kilka minut, po czym podniósł się z klęczek, na których siedział na
tyle długo, że ścierpły mu nogi. Wyciągnął się po czym ruszył w stronę
wyjścia. Na jego nieszczęście, po drodze natknął się na staruszkę, która
otworzyła mu drzwi.
-
Co to za zamieszanie? – spytała spoglądając najpierw na długowłosego
Rodricka, potem uważnie przyglądając się Oscarowi. Na koniec spojrzała
na kanapę, gdzie bezwładnie leżała jej wnuczka oddychając ciężko i aż
zasłoniła usta pomarszczonymi dłońmi. W przerażonych, morskich
tęczówkach Rod zauważył zmęczenie. Zdecydowanie, cała sytuacja zwaliła
się na głowę kobiety.
- Znowu – sapnęła kobiecina, czym zadziwiła gościa.
- Nic jej nie będzie – powiedział, jakby te słowa mogły ją uspokoić.
- Wiem.
Wiem?
Chłopak nic nie rozumiał. Przed chwilą naskoczył na niego Oscar grożąc
mu sądem, a ta kobieta mimo zdenerwowania sytuacją, zachowała zimną
krew. Nie zostało mu więc nic innego, jak usunąć się z linii ognia.
Zamek
w małym mieszkanku nie chciał ustąpić. Wcale go to nie zdziwiło. Odkąd
się tu sprowadzili, nic nie działało tak, jak powinno. Zaparł się
ramieniem w ciemnobrązowe drewno, po czym naparł z całej siły. Kiedy to
nie pomogło, powtórzył czynność kilka razy, aż w końcu drzwi obiły się z
łoskotem o ścianę. Pachniało papierosami i alkoholem. Po podłodze
walały się ubrania, popielniczki i fajki. Odłożył torbę na szafkę w
przedpokoju, po czym zebrał ciuchy z podłogi przewieszając je sobie
przez ramię. Kopnął plastikowe pudełko po obiedzie z restauracji
naprzeciwko, po czym wszedł do salonu.
- Mamo? Wróciłem.
Odpowiedziała
mu cisza. Wrzucił ciuchy do koszyka na pranie za drzwiami, po czym
otworzył okno, żeby papierosowy dym wywietrzał. Wyłączył telewizor, w
którym leciała kolejna powtórka Przyjaciół, po czym zabrał butelki ze stolika i wyrzucił do śmietnika.
„Serce jej popękało w Paryżu nad Sekwaną.”
Kobieta,
która spała na kanapie miała nie więcej, niż czterdzieści lat. Mimo to
wyglądała dużo starzej. Miała głębokie bruzdy na czole i w okolicach
ust. Była chuda, miała długie, potargane, ciemne włosy i do złudzenia
przypomniała swojego jedynego syna.
Rodrick czuł niewysłowiony smutek za każdym razem, kiedy widział ją w takim stanie.
„Uciekła z niej miłość i zgubiła się radość.”
A
wszystko zaczęło się, kiedy odkryła, że ojciec Rodricka oprócz niej, ma
inną kobietę. Był miłością jej życia, światełkiem w tunelu, radością w
nudnej codzienności. Karmił ją złudzeniami, obiecywał wyśnione życie u
swojego boku. Był facetem idealnym.
„W za ciasnej łazience zmywa wino z ubrania.”
Budowali
dom, mieli dobrze płatne prace, na świat przyszedł Rodrick, oczko w
głowie mamusi. Wszystko było idealnie zaplanowane. Mieli się zestarzeć u
swojego boku, mieć jeszcze dwójkę dzieci. A wszystko się sypnęło jak
domek z kart.
„Oczy ma popękane, znów piła do rana.”
Zaczęła
pić, straciła pracę i musieli wyjechać. Rodrick wolał zostać z mamą,
czuł obowiązek pomocy jej. Poza tym, pilnował, żeby skromny zasiłek dla
bezrobotnych i alimenty nie szły jedynie na alkohol. Sprzątał, gotował,
uczył się i czasem dorabiał. A teraz chciał mieć trochę szczęścia,
dołączyć do zespołu, a tymczasem został bezpodstawnie oskarżony o napaść
na biedną dziewczynę.
Westchnął i wziął mamę na ręce. Przetarła zmęczone oczy i spojrzała się na niego niewidzącym wzrokiem.
- Kim jesteś?
Zaniósł ją prosto do sypialni, ułożył na łóżku i przykrył kołdrą.
- Cichym Aniołem Stróżem – szepnął i cmoknął ją w policzek, po czym wyszedł i cicho zamknął drzwi.
„Serce jej popękało nocą na autostradzie.
Kiedyś śmiała się częściej, dziś uśmiecha się rzadziej.
Usta krwawoczerwone, a policzki ma blade
I chociaż nie powinna, to wygląda już starzej.”
* Cytaty pochodzą z piosenki „Serce w Paryżu” zespołu Koniec Świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz